Dołącz do naszego profilu na Facebooku!

CopywritingKsiążkiRozwój osobistyŻycie

O tym, jak Artysta utknął na zapleczu i co z tym zrobił

Jak uprawianie SEO copywritingu zmienia myślenie? Diametralnie. A jak wpływa na kreatywność? Druzgocąco. Ale najpierw dygresja.

Słyszałeś/słyszałaś o restauracjach, w których je się w całkowitych ciemnościach? W Polsce jest ich już kilka. Dlaczego ludzie – choć absolutnie nie wiedzą, co ich czeka – chodzą do takich lokali? Bo kupują coś więcej niż posiłek. Kupują tajemnicę, dreszcz emocji, element zaskoczenia. Smak, zapach, dotyk, węch przekazują wskazówki dla mózgu, który tworzy obraz kolejnych dań jedynie w wyobraźni.

Na tym też polega sztuka pisania. Gdy ktoś zaczyna czytać Twój tekst, jest jak ślepiec. Nie wie, czego się spodziewać i czy warto tu zostać. Masz dwie drogi – albo serwować mu powolutku kolejne zmyślne dania w całkowitej ciemności, uwodzić go i przywiązywać do lektury, albo odsłonić wszystkie tajemnice w pierwszym akapicie, zdaniu, a najlepiej – słowie. Jak w fastfoodzie.

I tutaj dochodzimy do odpowiedzi na pytanie, jak uparte uprawianie SEO copywritingu zmienia myślenie i wpływa na kreatywność.

SEO vs. ART?

Nie zrozum mnie źle: Dla SEO copywriterów jest miejsce w świecie pisania. Pisanie na zaplecza niektórym sprawia nawet przyjemność – i super. Ba! Tekst zapleczowy stworzony przez doświadczonego copy nieraz ma jakość porównywalną z tzw. content writingiem (na który obowiązują dużo wyższe stawki). Trudno mi postawić między tymi dwoma rodzajami tekstów wyraźną granicę, bo sama pracowałam nad zapleczówkami z ogromnym zaangażowaniem, a niejeden opis kategorii mógłby uchodzić za artykuł blogowy.

Jednak niektórzy copywriterzy nie są SEO copy. Są copy-Artystami. Mają pewien „defekt” w mózgu – próbują napisać każdy tekst na poziomie dzieła sztuki (opis aukcji automatycznej bramy garażowej również).

Teoretycznie copy-Artyści mogliby uprawiać copywriting kreatywny (jak sama nazwa na to wskazuje!) albo pisać wysokospecjalistyczne artykuły. Jednak czasem zleceń kreatywnych ani widu, ani słychu, a widmo głodu i komornika zaczyna zaglądać w oczy… Cóż. Nie zawsze da się realizować swoje życiowe pasje. Trzeba zarabiać na rachunki.

OK. Czasem tak bywa.

Co się jednak dzieje z Artystą, który na dobre utknął na „zapleczu”?

w szponach seo, seo copywriting, kreatywność
W szponach SEO

W szponach fraz kluczowych

Gdy piszesz SEO copy, idziesz na wojnę z botami wyszukiwarek! „Tworzysz”, ale czujesz na gardle zaciśnięte palce zadanej frazy kluczowej. Fraza kluczowa to kapryśny, uparty celebryta (zwłaszcza gdy brzmi „catering dietetyczny warszawa”). Im bliżej początku wszystkiego – tytułu (a raczej nagłówka H1), akapitu, zdania – tym lepiej. Wstęp nie kusi, nie uwodzi ani nie wciąga czytelnika. Staje się strategicznym miejscem, w którym musisz dobrze rozegrać karty.

Co się dzieje, gdy copy-Artysta próbuje być produktywnym SEO copy o osiągach 500 tys. zzs miesięcznie

Wystarczy kilka miesięcy pisania tylko i wyłącznie pod SEO, żeby:

seo copywriting zabija kreatywność
  • Myśleć liczbą zzs. Nie masz nic do dodania, a brakuje 2000 zzs? Ups… Uczono Cię, żeby nie nadużywać przymiotników? Zapomnij! Limit to limit. Odkrywasz nawet niesamowite „znakorobiące” spójniki (jak chociażby „a co za tym idzie”).
  • Nauczyć się pisać 20, 200, 2000 zdań o tym samym. Masz treść gdzieś!
  • Zacząć szukać w odcieniach fioletu różnic, których nikt nie widzi (do tej pory nie wiem, czym się różni lila, lawenda i wrzos). I naprawdę próbujesz zrozumieć różnicę. Mimo że jej nie ma.
  • Cieszyć się na widok zlecenia na artykuł o sandałach ortopedycznych dla dzieci. Bo to nie odcienie niebieskiego dla odmiany.
  • Nagle stać się specjalistą od układania płytek w jodełkę albo tunelu TV, choć nawet nie masz telewizora.
  • Odkryć koszmar wypalenia zawodowego albo depresji maskowanej migrenami i stać się testerem NLPZ-ów (wtedy odkryjesz, że istnieje dużo więcej leków przeciwbólowych oprócz paracetamolu i ibuprofenu, a tryptany uznasz za zbawienie). Twoja poraniona artystyczna dusza wykrzyczy do Ciebie takimi objawami psychosomatycznymi, o których Ci się nie śniło.
  • Zacząć zastanawiać się, za jakie grzechy zostałeś copywriterem / zostałaś copywriterką.

Jeśli nie zgadzasz się z tym, co piszę, to OK. Choć i tak uważam, że z pewnych rad możesz skorzystać, żeby po prostu popracować nad swoim warsztatem. A dla copy-Artystów te metody mogą się okazać wyzwoleniem (jak dla mnie – bo sama ich nie wymyśliłam).

Ciężko Ci na sercu? W tej liście zebrałam moje przemyślenia po czteromiesięcznej pracy dla agencji SEO. Niektóre opisane sytuacje wymyśliłam (na szczęście). Koniec dołowania! Teraz będzie o tym, jak z tego wybrnąć.

Kilka rad na przetrwanie trudnego momentu wychodzenia z kolein fraz kluczowych…

Ty chyba już przeczuwasz, co musisz zrobić, prawda? Tak, poszukać nowych zleceń. Ale to przecież takie przerażające! Rzucić SEO copywriting?! Wiem, miał być koniec dołowania. Spokojnie. Nie musisz robić tego od razu. Po prostu zacznij szukać. A w międzyczasie podlecz swojego poturbowanego wewnętrznego artystę.

Julia Cameron, Droga artysty_ Jak wyzwolić w sobie twórcę

Dwie pierwsze wskazówki będą pełne cytatów m.in. z książki Julii Cameron Droga artysty. 12-tygodniowy kurs odkrywania i rozwijania własnej kreatywności. Zastanawiałam się, czy za bardzo nie spoileruję, ale w sumie te rady znajdują się jeszcze nie w „kursowej”, ale wstępnej części. Jeśli masz ochotę przeczytać całość – polecam!

#1 Zacznij pisać

SERIO?! Tak. Zacznij pisać. RĘCZNIE. Codziennie. Trzy strony.

Ale co pisać? „Pisz cokolwiek, aż zapełnisz trzy strony”.(1) Przestań nawet myśleć o tym, jak o pisaniu – po prostu odrabiaj, odbębniaj, zaliczaj, zabazgraj trzy kartki.

To potężne narzędzie, które Julia Cameron nazywa „porannymi stronami” (ja nazywam „codziennymi”, bo nie zawsze wstaję odpowiednio wcześnie).

Ale czym są poranne strony? Chodzi po prostu o to, żeby zapisać trzy strony wszystkim, co masz w głowie, czyli tzw. strumieniem świadomości. U mnie zazwyczaj wygląda to mniej więcej tak: „Wstałam. Mam kawę. Chce mi się spać. Kawa jest pyszna. Kot chce wejść mi na biurko. Wszedł. Siedzi tyłkiem na całej stronie. Ciężko pisać” – i tak przez trzy pełne strony.

Co Ci to da? Na pewno dwie rzeczy:

  • Poranne strony nauczą cię, że nastrój nie ma znaczenia. Wiele najlepszych prac powstaje w te dni, kiedy masz wrażenie, że wszystko, co robisz, to bezwartościowy chłam. Poranne strony uczą, jak (…) po prostu pisać. Jesteś zmęczony, rozdrażniony, rozproszony, zestresowany? I co z tego?”.(2)
  • Strony wydobywają nas z rozpaczy i prowadzą ku rozwiązaniom, o jakich nam się nie śniło”.(3)

Poranne strony pierwszy raz zapisałam 23.01.2022, a niedawno zaczęłam czwarty zeszyt. Nie będę Ci tłumaczyć, jak masz odrabiać poranne strony. Po kilku dniach, a może tygodniach, odkryjesz swój własny sposób.

Nie czujesz tego? Więc masz na zachętę cytat z poradnika dla młodych pisarzy (tak, młodych, nie początkujących – dla dzieci i nastolatków):

„Jeśli boicie się zacząć albo nie możecie ścierpieć ani jednego napisanego przez siebie słowa, oto niezawodne ćwiczenie zwalczające strach. Piszcie wszystko, co wam się żywnie podoba. Chlapnijcie atramentem. Plećcie trzy po trzy i przelejcie to plecenie na papier. Albo przepisujcie w nieskończoność to samo zdanie. Albo piszcie z zamkniętymi oczami. (…) Być może piszecie wierutne bzdury, ale najważniejsze, że jednak piszecie. Prędzej czy później zaczniecie się zastanawiać, o czym naprawdę chcecie napisać. A może w zalewie śmiecia zabłyśnie maleńki diament”.(4)

#2 Idź na randkę

Ale nie taką zwykłą! Idź na randkę artystyczną. I od tej pory rób to co tydzień! „To czas, na przykład dwie godziny tygodniowo, zarezerwowany i przeznaczony na pielęgnowanie świadomości twórczej”.(5)

A czemu tak?

Poranne strony uświadamiają Ci, co Cię boli, niepokoi, smuci, uwiera (czasem również to, co Cię cieszy, ale to, niestety, zdecydowanie rzadziej). Zaczynasz dostrzegać, co wymaga zmiany. Twój mózg nastawi się na „myślenie procesorowe” (kursanci CM dobrze znają to pojęcie), a podświadomość zacznie szukać sposobów, jak to zmienić.

Jednak żeby dostrzec podsuwane rozwiązania, musisz mieć ku temu odpowiednie możliwości – musisz uruchomić półkulę mózgu odpowiedzialną za myślenie artystyczne. I taki cel ma randka artystyczna.

Jak to może wyglądać? Możliwości jest milion:

  • pójście na długi, samotny spacer po lesie,
  • bezmyślne bazgranie w rysowniku,
  • słuchanie (z pełnym zaangażowaniem) muzyki,
  • wybranie się do filharmonii, teatru, kina, galerii sztuki itp.,
  • podziwianie zachodu słońca na plaży,
  • picie kawy w kawiarni z kotami,
  • buszowanie w sklepie z artykułami do rękodzieła,
  • zrobienie kolażu z ładnych zdjęć wyrwanych z gazet,
  • robienie zdjęć kwiatkom i motylkom,
  • upieczenie ciasta,
  • przesadzanie roślin,
  • samotna przejażdżka samochodem z nastawioną na full muzyką (w tych czasach jedna z droższych propozycji…),

Już łapiesz? Podobnie jak w przypadku pisania porannych stron musisz znaleźć swój sposób, swoje ulubione, twórcze zajęcia. Najlepiej zacznij od wypisania listy 20 czynności, które sprawiają (lub sprawiały) Ci frajdę – najprawdopodobniej zupełnie o nich zapomniałeś/zapomniałaś. A potem po prostu to zrób!

Bądź sam/sama ze sobą. Nie zapraszaj męża/żony, przyjaciół, dzieci. Randka artystyczna to dwie godziny samotności tygodniowo, w czasie których pozwolisz swoim myślom swobodnie krążyć. I gromadzić rezerwy, z których będziesz czerpać w pracy i w życiu.

Uprzedzam, zorganizowanie sobie randki artystycznej jest trudne. Na pewno znajdziesz (albo ktoś Ci znajdzie) setki ważniejszych, lepszych i rozsądniejszych sposobów na spędzenie tych dwóch godzin. Nie ustępuj. Takie chwile są Ci niezbędne.

#3 Dawaj, nie sprzedawaj

Wyrwij ze swojego czasu pracy przeznaczonego na opisy produktów, kategorii i teksty zapleczowe albo pisanie precli (choć mam nadzieję, że akurat TEGO nie robisz…) chociaż 30 minut.

Poświęć te 30 minut PRACY (podkreślam, PRACY – zwłaszcza jeśli jesteś freelancerem) i napisz coś na temat, który naprawdę Cię interesuje.

Albo boli.

Albo smuci.

A potem poszukaj miejsca, w którym można go opublikować – nawet za darmo. Po prostu dla radości publikacji pod własnym nazwiskiem. NIE SPRZEDAWAJ TEGO TEKSTU. Niech pozostanie Twój do samego końca. Niech będzie Twoim prezentem dla świata i ludzi.

Tak, wyrwij te 20-30 minut dziennie! Napiszesz może 5000 zzs mniej ze swojego SEO zlecenia. Deadline? Efekt pisania czegoś innego może Cię zaskoczyć – napiszesz nie 5000 zzs mniej, ale wręcz przeciwnie, 5000 więcej, i szybciej uporasz się z nudnym zleceniem na fali nowych sił. Na fali myśli pobudzonych przez działalność czysto artystyczną – naprawdę Twoją.

#4 Określ granice

Jeśli chcesz zacząć pisać coś innego niż SEO copy, Twój mózg logiczny na pewno postawi opór. Zrób listę „rzeczy zakazanych”, przez które prokrastynujesz (i nie piszesz „swoich” rzeczy albo nie szukasz nowych zleceń) oraz nieprzekraczalnych granic, które pomogą Ci przestać.

Tak, granie w ogłupiającą gierkę na telefonie i scrollowanie sociali powinny się na niej znaleźć.

#5 Poszukaj równowagi w innych dziedzinach

Zadbaj o siebie. Jedz więcej warzyw i owoców, pij tyle wody, ile potrzeba, zacznij się ruszać, pójdź na spacer albo na rower. Jeśli już to robisz – świetnie. Jednak życie pokazuje, że równowagę często traci się na wielu gruntach jednocześnie.

… i słów kilka na podsumowanie

Ciągłe tkwienie w SEO copywritingu mimo wszystko jest wygodne – stali klienci, brak konieczności poszukiwania nowych zleceń, względne bezpieczeństwo finansowe… Ale cena, którą płacisz Ty, jest dużo wyższa niż ta, którą płacą Ci klienci. Jeśli obserwujesz u siebie opisane przeze mnie objawy, to znak, że warto pomyśleć o zmianie profilu pisania. Uwaga: Na 100% pojawi się strach i zwątpienie. Mam jednak nadzieję, że wskazówki z tego artykułu choć trochę Ci pomogły – tak jak pomogły mnie.

Ten tekst nie został napisany z uwzględnieniem zasad SEO. Nie został zoptymalizowany pod żadne frazy kluczowe. Wstęp nie musiał się zawierać w jednym akapicie o długości 400 zzs. Czy taki twór ma prawo w ogóle pojawić się w Internecie?! Tak. Dzięki Bogu, że są takie serwisy jak Upgrader.pl, gdzie copy-Artyści mogą dać upust swoim emocjom i buntowi przeciwko rządom SEO.

Wszystkie ilustracje zostały wykonane przez duet ze studia graficznego LOLO.solutions, który tworzą Justyna Dystrych (autorka tekstu) i jej mąż, Dawid.

Wkrótce na domenie lolo.solutions 🙂

Źródła cytatów:

(1) Cameron Julia,  Podstawowe narzędzia, w: Droga artysty. 12-tygodniowy kurs odkrywania i rozwijania własnej kreatywności, wyd. 2, Wydawnictwo Szafa, 2017, s. 12

(2) tamże

(3) tamże, s. 15

(4) Mazer Anne, Potter Ellen, Czy to naprawdę aż tak proste?, w: Chlapanie atramentem. Poradnik dla młodych pisarzy, Bukowy Las, 2020, s. 18

(5) Cameron Julia, dz. cyt., s. 19

O autorze

Jestem copywriterką z powołania i ilustratorką z miłości. W wolnym czasie piszę opowiadania o kotach i ich małych dziewczynkach. Wielkie marzenie? Własnoręcznie ilustrowana i wydana książka z kocią historią w tle :) ~ Jeżeli chcesz się skontaktować z autorem tego tekstu w celu podjęcia współpracy copywriterskiej, napisz do nas na adres agnieszka@copywriter.pl.
Powiązane tematy
KomunikacjaŻycie

SEKRETY SKUTECZNYCH NEGOCJACJI

CoachingCopywritingKomunikacjaMarketing

Kampanie społeczne – uczmy się na błędach innych, nie na własnych

BiznesCopywritingMarketing

Czym jest landing page i jak może Ci pomóc w Twoim biznesie?

BiznesCopywritingMarketingSEOStrategia

Long tail keywords. Wszystko, co musisz wiedzieć o słowach kluczowych długiego ogona

Dołącz do naszego newslettera!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *